Inspiracje, motywacje, prezenty!












Ataki paniki i jak sobie z nimi radzić?


Ponoć każdemu raz w życiu przydarza się jeden atak paniki. Nic fajnego, a wręcz jest to paskudne. Zaczynasz się tak bać, że nie możesz wytrzymać. Natłok wstrętnych myśli, szybki, płytki oddech, kołaczące serce i strach, ze zaraz się albo umrze, albo zwariuje. Trudno to sobie wyobrazić, kiedy nic równie okropnego się nigdy nie przeżyło. Był jednak naukowiec, który zbadał poziom strachu, jaki występuje podczas ataku paniki i przedstawił to  w postaci porównania, by uzmysłowić ludziom, jak jest on duży.
Zachęcił, żeby wyobrazić sobie, że gdzieś w ciemnym zaułku napada na Ciebie morderca i przystawia pistolet lub nóż do głowy/szyi i przeraźliwie krzyczy, że zaraz Cię zajebię. Ten kto kiedyś bał się o swoje życie, wie jak ogromny jest to strach. U lękowców, którzy miewają ataki paniki ten strach jest trzykrotnie większy! Możesz to sobie wyobrazić? Strach większy niż ten, który towarzyszy, gdy boisz się stracić swoje życie. I o ile, gdy ktoś Cię napada Twój strach jest uzasadniony, to w przypadku lękowców ataki paniki nie mają uzasadnienia wynikającego z realnego zagrożenia. Boisz się, nie wiesz czego, a strach ten jest trzykrotnie silniejszy niż w przypadku przyłożonej broni do skroni. Dla lękowców ataki paniki to piekło, w którym przyszło im żyć.
Lękowcy w czasie ataków paniki czują, że umierają- a przecież każdy zdrowy, normalny człowiek chce żyć! 
Mając niecałe trzy lata uległam wypadkowi, którego konsekwencją były dwie operacje- jedna 7, druga 11 godzin pod pełną narkozą, wielomiesięczne wymiotowanie krwią, okropne bóle brzucha, wycięte po kawałku każdego flaka, jaki można znaleźć w jamie brzusznej. Choć byłam bardzo mała, wiele, prawie wszystko pamiętam z okresu pobytu w szpitalu. Dokładniej o tym możesz przeczytać w poście Dlaczego bloguję? Z kolei konsekwencją tego zdarzenia w dorosłym życiu były ataki paniki. Będąc w szpitalu, zostawiona sama w sali z kratami, do których nie mogli wchodzić rodzice. Z krwawiącą, bolącą raną na brzuchu i wymiotami krwią, którymi się topiłam w moim umyśle nabawiłam się ogromnej ilości rożnych lęków. Dwa wywróciły moje dorosłe życie do góry nogami.
1. Śmierć przychodzi w nocy. Ludzie umierają samotnie nocą- samotnych nocy bałam się najbardziej. Bałam się, że umrę wymiotując krwią, nikt mnie nie odratuje, a rodziców nie ma koło mnie. 
2. Śmierć jest związana z bólem brzucha- rana na brzuchu, wymioty, potężny ból, który wykręcał maleńkie ciałko. 
W tamtym czasie mój strach o życie był uzasadniony. Potem nastąpiło POTEM.
W dorosłym życiu jak się okazało, trauma związana z wypadkiem, pobytem w szpitalu, wszystkimi dolegliwościami, samotnością odbiła na mojej podświadomości piętno. Kiedy moje dorosłe życie trochę się pogmatwało, stare demony odżyły w postaci ataków paniki. Pojawiały się one w miejscach nieznanych mi, gdzie było daleko do szpitala i w nocy, bo przecież śmierć przychodzi w nocy... To nic, że statystyki mówią, że najwięcej ludzi umiera nad ranem. W atakach paniki nic nie jest racjonalne. A także wtedy, gdy bolał mnie brzuch. Przez cały rok, co noc, przez cała noc miałam ataki paniki. Chodziłam wyczerpana i zaczynałam przypominać zombi. Na początku myślałam, że to serce, ale szybko okazało się, że to jednak głowa. Bo wszystko od czego zaczyna się atak paniki to nasza głowa, a dokładnie myśl- zapalnik.
Pomijam inne czynniki, które mogą wywołać ataki paniki- jak choćby ucisk na przeponę, zbyt płytki oddech i hiperwentylacja, albo wahania cukru. W tym poście skupiam się na atakach wywoływanych przez myśli, a to dotyczy osób zdiagnozowanych lub jeszcze nie, jako lękowcy- zaburzenia lękowe z napadami paniki. 
Atak paniki działa na zasadzie KAJZERKI. Schemat przypomina z góry słynna bułkę, stąd ta nazwa.


A teraz wyjaśnienie tego mechanizmu na moim przykładzie.

Jak widać na załączonej kajzerce, wszystko jest połączone. Zupełnie jak święty krąg życia. Tutaj za to mamy do czynienia z przeklętym kręgiem paniki. Gdy pojawia się lęk, zaczynasz odczuwać reakcje fizjologiczne, to prowadzi do złych myśli, które nakręcają Cie jeszcze bardziej Do tego dochodzi zachowanie zwierzaka. Lękowcy w czasie ataku paniki potrafią biec bez określonego celu, w dzikim pędzie, jakby można było uciec od paniki. Zachowują się irracjonalnie, bo zagrożenie w rzeczywistości nie ma. Gdy pojawia się myśl- zapalnik, pojawiają się też emocje, reakcje i zachowanie. Gdy pojawiają się reakcje, pojawia się też myśl, emocje i zachowanie. I tak na okrętkę.

A zatem co należy zrobić, by przerwać ten przeklęty krąg paniki?

Najprościej mówiąc wyeliminować choćby jeden element z kajzerki. Możesz nad tym zapanować. Nie musisz powtarzać modlitwy ze zdjęcia poniżej. Panikę można okiełznać. Jestem tego żywym dowodem!


Najważniejsze zapanować nad oddechem i odciągnąć umysł od myśli- zapalnika. 

Oddech- atakom paniki towarzyszy hiperwentylacja, która w najlepszym razie prowadzi do omdlenia. Najlepszym, ponieważ, gdy ciało omdleje, umysł się wycisza, a rozdygotane mięśnie otrzymują ulgę. krew powraca do pozostałych części ciała. O ironio, lękowcy podczas hiperwentylacji na siłę trzymają się stanu przed zemdleniem. Wynika to z lęku, bo oni nie odczuwają tego jak stanu, który prowadzi do omdlenia tylko do śmierci. Hiperwentylacja prowadzi do kołatania serca, duszności, zalewania się zimnym potem. No a potem już ciężko zatrzymać maszynę!
Musisz nauczyć się oddychać po kwadracie albo po trójkącie. Osobiście na początku oddychałam po kwadracie, teraz już oddycham nawykowo po trójkącie. Mężczyźni z natury oddychają przeponowo, kobiety muszą się tego nauczyć. Chodzi o taki rodzaj oddechu, który występuje, gdy położymy się na płasko, na plecy i oddychając unosi nam się brzuch. na początku jest trudno. W czasie hiperwentylacji pracują tylko górne części płuc. Połóż się na plecy, połóż rękę na brzuch i zacznij wciągać powietrze, jakby do brzucha. Niech dłoń unosi się razem z wdechem. Ćwicz to aż się nauczysz. To bardzo ważne! A teraz zacznij oddychać zgodnie ze schematem poniżej.

Oddychanie po kwadracie polega na wdychaniu przez 3 sekundy powietrza, licząc w myślach 121, 122, 123- wypowiedzenie tych liczb trwa własnie 3 sekundy. Następnie mając w płucach powietrze, wstrzymać je przez 3 sekundy, znów licząc 121, 122, 123. Następnie wydech trwający 3 sekundy. Liczymy tak samo. Oraz puste płuca przytrzymane przed wdechem kolejne 3 sekundy.
Ćwicz, dużo ćwicz, bo choć możesz nauczyć się oddychać tak w stanie spokoju i relaksu, to w czasie ataku paniki możesz się pogubić. Ćwicz tak długo, żeby takie oddychanie stało się Twoim nawykiem. Wtedy w czasie ataku paniki kiedy Twój oddech przyśpieszy i zaczniesz się wentylować, łatwiej będzie Ci go doprowadzić do równowagi.
Możesz też oddychać po trójkącie.
Taka sama zasada z liczeniem jak w oddychaniu po kwadracie, omijamy tylko element z przytrzymaniem powietrza w płucach. Obecnie nawykowo już tak oddycham. Nie muszę nad tym się zastanawiać ani tego kontrolować. 
Dzięki takiemu oddechowi będziesz potrafić zapanować nad reakcjami fizjologicznymi, zostaną one wyeliminowane z kajzerki, przerywając przeklęty krąg ataków paniki. 
A drugą metodą, którą trzeba/warto stosować równocześnie, gdy tylko zaczyna się atak paniki to odciągnięcie uwagi od myśli- zapalnika. Niektórzy terapeuci uczą swoich pacjentów/klientów, żeby odwracali swoją uwagę od złych myśli, zadając sobie ból. A to w taki sposób, żeby na nadgarstku nosić zawsze gumkę recepturkę i gdy tylko zaczniesz się nakręcać, zacząć nią sobie mocno strzelać, żeby ból odciągnął Ciebie od myśli. NIE RÓB TEGO! Nie rozumiem i nie zrozumiem. Takie metody mogą mieć bardzo trudne i niebezpieczne konsekwencję. Lękowiec zauważając, że metoda zadawania sobie bólu działa, może zacząć zamieniać się w masochistę. Z czasem uodporniamy się na ból i musimy go zwiększać. Samookaleczenia jest w Polsce karane! I słusznie. 
Jest świetna i bezpieczna metoda. Kup sobie zegarek. Taki z sekundnikiem, choćby na allegro czy na targu za 20-30 zł.


Kiedy tylko zaczną galopować Ci myśli, przyśpieszy oddech i będziesz wiedzieć, że to już. Że się zaczyna przeklęty krąg paniki OD RAZU oddychanie po kwadracie i patrzenie na strzałkę sekundnika. Jak długo? Aż minie. To sprawdzona i mega bezpieczna metoda odwracania uwagi od myśli. Ja miałam to szczęście, ze ataki paniki dopadały mnie tylko w nocy, ale wiele lękowców ma ataki paniki w dzień, w sklepie, w pracy, szkole, na ulicy, w parku, w kinie. Takie gapienie się nawet 5-10 minut na zegarek, a dokładnie strzałkę sekundnika, nie wzbudzi czyjejś zbytniej ciekawości. Nawet jeśli, olej to! Chociaż jeśli masz ataki paniki nie muszę Ci mówić, żebyś to olewał. Wiesz dobrze, że jak ma się atak paniki to wszystko się olewa, byle tylko przeżyć, byle nie zwariować! Od ataku paniki nie można umrzeć, zwariować ani dostać udaru czy wylewu!
Kiedyś przez 2 godziny lotu do UK siedziałam, gapiąc się w sekundnik mojego zegarka. Zaraz po starcie dostałam ataku paniki i byłam gotowa wyskoczyć z samolotu. Pomogło, bo choć nie czułam się mega komfortowo to zegarek pomógł mi przezwyciężyć atak i nie nakręcać się, by ponownie powstał. 
Metoda oddechu i zegarka pozwoli Ci w sposób behawioralny, natychmiast zapanować nad atakiem. Nie zwalnia to z leczenia lęków terapeutycznie. Jestem przeciwniczką leczenia lęków tabletkami, chyba, że wynikają one z zaburzeń chemicznych mózgu. Jeśli chodzi o leczenie tzw. nerwicy lekowej, zaburzeń lękowych, ataków paniki, jestem zwolenniczką terapii behawioralnej. W moim przypadku i w przypadkach wielu, bardzo wielu pacjentów z atakami paniki ta metoda sprawdza się w 100%. Wymaga nauki i treningu. Z czasem przyjdzie to z łatwością. 

Swój post dedykuję mojemu autorytetowi w dziedzinie terapii behawioralnej i leczenia leków- Panu dr Wiesławowi Cubale (mam nadzieję, ze jego nazwisko Cubała, się odmienia)- psychiatrze, psychoterapeucie. Pojawił się w odpowiednim dla mnie czasie i pomógł zapanować nad atakami, a także dzielić się swoją wiedzą na ich temat oraz walki z nim, z jego studentami.

Pozdrawiam
Vika

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka