Inspiracje, motywacje, prezenty!












Wyzwanie z Mel B i zupa krem


Tak jak obiecałam co jakiś czas będę publikować mega proste przepisy z diety śródziemnomorskiej. A że zamiast ostatniego lastweeka pojawił się wpis o kochaniu pomimo wszystko, to tutaj też będzie o moim wyzwaniu z Mel B. Pierwszy tydzień ćwiczeń zaczęłam z wagą 67kg przy wzroście 175 cm. Jeszcze się nie zmierzyłam, ale wrzucam swoje obwisłe, bezwstydne fotki.


Moje pierwsze ćwiczenia zaczęłam w środę zeszłego tygodnia. Do niedzieli ćwiczyłam tylko rozgrzewkę i ćwiczenia rozciągająco- rozluźniające. Potrzebowałam tego krótkiego przygotowania po rocznym przeleżeniu w łóżku. W niedzielę odbył się pierwszy całościowy trening. 5 minut rozgrzewka, 10 minutowy trening pośladków, 10 minutowy trening nóg, 10 minutowy trening brzucha i 5 minutowe ćwiczenia rozciągająco- rozluźniające. I ... padłam. Było ciężko, ale dałam radę. W poniedziałek znów całościowy trening i ... się porzygałam. Serio! Dla mnie to szok, bo czasem widziałam jak po treningu (kiedyś kilka sportów trenowałam) ktoś puścił pawia. A teraz mi się to zdarzyło, choć nie przestało mnie dziwić, że tak można. Od niedzieli, bez wyjątku codziennie trening w całości. Mam zapalenie oskrzeli i ciężko dyszę jak ćwiczę, ale wierzę, że dzięki temu moja kondycha tylko zyska. No chyba, że wcześniej umrę. Co tydzień w lastweeku moje podsumowanie ćwiczeń. Następne zdjęcia za miesiąc, a kolejne na koniec wyzwania. Wierzę, że straszyć już nie będą, a na kogoś podziałają motywująco.


A na koniec przepis na marchwiankę, zupę krem z pulpecikami wołowymi. W Polsce polecam samemu zmielić wołowinę, w UK nie trzeba.
Do pół kg mięsa chudego, wołowego dodałam jedną, dużą cebulę startą na tarce, jajko, dużo pieprzu, 3 ząbki czosnku starte na tarce, pół opakowania majeranku, odrobinę soli, namoczoną i odciśniętą piętkę chleba, żeby wołowina nie połamała nam zębów. Uturlałam małe kuleczki, pulpeciki na ząb i wrzuciłam do wrzątku. 


Do wywaru wołowego wrzuciłam obrane i pokrojone byle jak: dużą pietruszkę- korzeń, duży seler- korzeń, 2 duże pory, 10 średnich marchewek, średnią rzepę. Wszystko ugotowałam do miękkości. Pulpeciki wyciągnęłam, a warzywa z wywarem zmieliłam na papkę. Już zupy nie doprawiałam, bo z wołowiny przyprawy wystarczyły, a i kompozycja warzyw dobrana tak, by zupa była słodko- pikantna. Przygotowanie i gotowanie ok 30-40 minut. Zupa w formie kremu jako jedyna przechodzi mojemu autystykowi przez gardło, bo nie widzi co w niej pływa, a i ja w taki sposób przemycam do organizmu warzywa za którymi nie przepadam. Tym razem kolor wyszedł świetny, bo dużo marchewek z farmy miałam. Gdyby jednak wyszedł sraczkowaty, dodałabym odrobinę szafranu dla koloru. Pierwszy raz przepyszną marchwianka w formie kremu jadłam na Gran Canarii 15 lat temu. Ni cholery nie przypominała tych słynnych marchwianek z przedszkoli czy szkolnych stołówek co wykrzywione panie kucharki nas nimi raczyły. Ta też jest świetna!
Post dwa w jednym uważam za zakończony. Prawie nagie fotki tylko w celach naukowo- motywujących. Następne obiecuję będą mniej obwisłe. 

Pozdrawiam
i życzę wytrwałości w ćwiczeniach, a także smacznego!

Victoria


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka