Inspiracje, motywacje, prezenty!












Wspaniałe spotkanie! Jakże inne od tych, które znamy....

20 marca 2015 Torquay zaćmienie słońca

No bo w Polsce jak spotyka się gromadka składająca się z wychowawcy, pedagoga szkolnego, psychologa szkolnego, dyrektora, zastępcy dyrektora, nauczyciela wspomagającego, czasem jeszcze paru nauczycieli i rodziców, często jednego, bo drugie w pracy, to znak, że szkoła szykuje pismo do sądu, by ograniczyć władze rodzicielską lub udowodnić rodzicom jacy są beznadziejniiiiiiiii. A tutaj (czyt. w UK) taka cudowna niespodzianka!
Mieliśmy wyznaczone spotkanie z taką gromadką ludzi, bo Oli autystyk do tego emigrant, więc angielski nie jest jego pierwszym językiem. Mąż dopiero dziś wieczorem wiele godzin po spotkaniu przyznał mi się jak wielki stres odczuwał i że bał się, ze chcą nam zabrać dziecko. Jego reakcja jest naturalna, ponieważ my dobrze wiemy jak to wygląda w PL. Przechodziliśmy przez to kilkakrotnie. Spotkania, na których próbowano wcisnąć nam jacy jesteśmy beznadziejni, jakie beznadziejne mamy dziecko, że na nic się nie nadajemy, szkoła w porzo, my do dupy. Jako wykształcona osoba i bardzo świadoma, a także uczestnicząca w wielu szkoleniach dla dzieci dysfunkcyjnych (ADHD, autyzm) i czynnie uczestnicząca w życiu kilku stowarzyszeń rodziców takich dzieci, wychodziłam z tych spotkań zniesmaczona, ale obronną ręką. Nie uzyskiwałam żadnej pomocy, dziecko dalej było gnębione, a opinia o mnie, że do dupy w oczach grona pedagogicznego się nie zmieniała. Szarpanina, ciągła szarpanina, a przecież tutaj chodzi o DOBRO DZIECKA, a nie udowadnianie kto do dupy, kto w porzo.
20 marca 2015 Torquay zaćmienie słońca

Pojechaliśmy na spotkanie do szkoły, gdzie oprócz nas i wychowawczyni Oliviera były: pani z councilu (urzędu miasta), która na terenie Torbay (angielskie Trójmiasto) wspomaga dzieci obcojęzyczne. Raz w tygodniu przychodzi i pracuje z dziećmi przez godzinę, czytając razem książki, opowiadając, ucząc języka poprzez zabawę. Pani pedagog szkolna, która w szkole dla dzieci dysfunkcyjnych, a także zdrowych, które są obcojęzyczne i mają trudności w szkole, prowadzi zajęcia integracyjne i terapię zajęciową, Pani psycholog, również z councilu, która na tym terenie odpowiada za obserwację dzieci w środowisku szkolnym i kieruje indywidualną pomoc dla dzieci, które takiej pomocy potrzebują. Indywidualną, bo każde dziecko ma inne trudności i wymaga innej pomocy. Żadnych schematów! Pielęgniarka szkolna oraz tłumaczka. Nie mogłam pozwolić sobie, by z moim kulawym angielskim na tak ważnym spotkaniu czegoś nie zrozumieć albo nie powiedzieć. Tłumacz był zamówiony przez szkołę i opłacony przez council.
20 marca 2015 Torquay prawie całkowite zaćmienie słońca

Poniżej wypisze różnice między takimi spotkaniami w PL i UK.
1. W PL jak już wspomniałam, mają one miejsce tuż przed wysłaniem papierów do sądu, jako ostatnia szansa dla rodzica. W UK spotkanie jest organizowane, by opowiedzieć o obserwacjach, podać możliwości pomocy i zapytać rodziców o zgodę na ich wdrożenie.
2. Atmosfera. W PL kiedy wchodzi się na takie spotkanie tworzą się dwa fronty. Po jednej stronie siedzi stado wściekłych pracowników szkoły, po drugiej rodzic/rodzice. W UK wszyscy siedzą przyjaźnie wokół stołu, przywitanie jest serdeczne wręcz przyjacielskie. Jest jeden front- pomoc dziecku.
3. Rozmowa. W PL ukierunkowana jest na oskarżenia wobec rodzica i na wytykanie rzekomych zaniedbań. W UK rozmowa prowadzona jest w celu poinformowania rodziców co specjaliści zauważyli, jak chcą pomóc dziecku, czy rodzice godzą się na takie rozwiązania. Jak się godzą, a NIE muszą, dziękuje się im po stokroć! W UK rozmowa odbywa się między partnerami, którzy mają wspólny cel- pomóc dziecku. W PL rozmowa odbywa się w relacji Rodzic- Dziecko, gdzie szkoła to rodzic, a rodzic to dziecko.
4. Rozwiązania. W UK wspólnie decyduje się, co dla dziecka jest najważniejsze, rodzice zawsze pytani są o swoje zdanie i szkoła mocno się z nim liczy. Rodzice są traktowani jako specjaliści od swoich dzieci i tak tez się ich traktuje. Konkluzją są podjęte decyzje dotyczące pomocy dziecku. W PL nie dochodzi do żadnych porozumień, bo i spotkanie nie ma na celu porozumienia tylko udowodnienia, ze moja racja jest mojsza i najmojsza. Jeśli rodzic jest twardy, zna się i ma plecy to sprawa  nie trafia do sądu.
5. Cel spotkania. W PL, by odbębnić ustawową "ostatnią szansę", w UK by dowiedzieć się o dziecku jak najwięcej, żeby mu pomóc, spytać rodziców o zgodę na pomoc, opowiedzieć o wynikach obserwacji. 
6. Czas spotkania. W PL jest on z góry narzucony i nie jest elastyczny. zarówno jeśli chodzi o datę, godzinę jak i czas trwania spotkania. W UK czas ustalany jest wspólnie z rodzicami, w dogodnym dla nich dniu i godzinie, a czas trwania jest elastyczny, bo rozmowy na temat rozwiązywania problemów dziecka dysfunkcyjnego lubią się przedłużać. 
Takich spotkań w PL będącymi "ostatnią szansą" mieliśmy kilka. Chodziło o starszego syna, który ma ADHD. Krótka historia jego szkolnych przygód w poście Jak nauczycielka zniszczyła życie siedmiolatkowi...
20 marca 2015 Torquay zaćmienie słońca

Wracając do dzisiejszego spotkania- 18 marca 2015. Rozmawialiśmy blisko 2 godziny. Dowiedzieliśmy się, że Olivier trafił do szkoły na poziomie języka angielskiego 1- nigdy nie uczył się tego języka. Teraz od października, bo od października właśnie zaczął szkołę, bardzo progresywnie osiągnął poziom 3. Najlepiej pracuje 1 na 1. Ma trudności z pisaniem i czytaniem. By mu pomóc pani z councilu będzie nadal przychodzić uczyć go angielskiego, zostanie także wciągnięty do grupy interwencyjnej, która codziennie przez 20 minut, przed właściwymi lekcjami uczy się fonetyki, pisania itd. W Polsce to wyrównawcze, a tutaj szczęśliwe grupy interwencyjne. Ze względu na to, że Olivier nie ma lęków i za bardzo bryka, uczestniczy także w grupie interwencyjnej dzieci, które mają trudności z bezpiecznym zachowaniem. Uczą się tam jak właściwie reagować, jak się bawić by sobie i innym nie zrobić krzywdy itd. Wszystko poprzez zabawę, w przyjaznej atmosferze. Powiedziałam paniom, ze Olivier nie załatwia się w szkole, że je wszystko co mu w ręce wpadnie i z tego powodu ma bardzo duże problemy z układem trawiennym. Rozwiązanie jakie nam zaproponowano to kontrakt na kibelek, by chętnie korzystał, toaleta dla niepełnosprawnych, z której będzie mógł korzystać. Zamknąć się od środka i nie martwić się, że ktoś wparuje, gdy on jako autystyk zrzuca wszystkie ciuchy, by się załatwić. Historyjka, że toaleta jest wyjątkowa, dla wyjątkowego chłopca, by nie czuł się gorszy, inny itd. Olivier przez wstyd, że ktoś może go nagiego zauważyć, nie chodził do toalety, wstrzymywał przez 8 godzin kupę i siku, przez to też podczas pobytu w szkole nie pił i nie jadł. Reakcja na problem błyskawiczna, rozwiązanie fantastyczne. Żadnego niedasię. Propozycja od wychowawczyni. Pani pedagog otrzymała list z NHS (ang. NFZ) o możliwości odbycia dwumiesięcznego szkolenia, jak radzić sobie z dzieckiem autystycznym i była w niebo wzięta. Żeby nauczyciele mogli wziąć w nim udział muszą wyrazić na to zgodę rodzice, a także wziąć w nim udział. Na początku jako spec od autyzmu powiedziałam, ze mi nie zależy, ale mogę iść na szkolenie z grzeczności. Pani Vans- pedagog powiedziała, że żeby oni mogli się doszkolić, a bardzo tego chcą, bo choć coś tam wiedzą, to wiedzą też, że stale muszą się szkolić (w PL nie do pomyślenia, by jakiś nauczyciel powiedział nam, że chce się szkolić, bo wie, że stale musi się szkolić) musi chociaż jeden rodzic wyrazić zgodę i tez uczestniczyć. Jest to kompleksowy program szkoleniowy dla rodziców i nauczycieli dziecka autystycznego. Za darmo, po godzinach szkolnych. Powiedziałam, że w takim razie chętnie wezmę w nim udział, mimo że niewiele będę rozumieć. Za tą zgodę zostałam wyściskana! Zostałam zaproszona na wszystkie grupy interwencyjne, w których bierze udział Oli, bym wyraziła swoją opinię oraz zapoznała się z czym to się je. Panie wyraziły szczerą chęć dowiedzenia się ode mnie jak sobie radzić z autystykiem. Szok! W PL nawet jako specjalista, dla nauczycieli nie byłam partnerem do rozmów. Byłam TYLKO rodzicem. Postanowiłam, że poradnik Jak komunikować się z dzieckiem nadpobudliwym przetłumaczę z pomocą tłumacza na język angielki i im go wręczę. A co, hojna jestem :)
20 marca 2015 Torquay zaćmienie słońca

Jak widać mój mąż miał pełne prawo nie spać po nocach i się stresować. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Wciąż patrzymy na UK przez pryzmat doświadczeń z PL. Coraz bardziej się jednak takiego spojrzenia wyzbywamy, bo szkoda naszych nerwów, a tutaj jest inny świat. 

Pozdrawiam
Victoria

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka