Inspiracje, motywacje, prezenty!












Czasem trzeba się cofnąć, by pójść naprzód.


Tak, czasem trzeba. Jak wtedy, gdy jedziesz autem i skręcisz w złą uliczkę. Zawracasz, cofasz się do miejsca gdzie GPS lub twoja wiedza Cię dobrze prowadziła i skręcasz już w dobrą drogę. Zaczynasz po części od nowa. Czasem trzeba cofnąć się bardzo, do punktu wyjścia. To wtedy, gdy za w czasu nie zorientujesz się, że droga gówniana i w innym niż zamierzonym kierunkiem. Czasem z powodu odpłynięcia pod wpływem muzyki, czasem z powodu wizji spędzenia w łóżku scen z pornola z laską co siedzi obok ciebie, czasem z powodu zaślepienia jeszcze czymś innym. Pokus jest wiele. A nader często te bardzo przyziemne: lenistwo, wygodnictwo, strach czy niewiedza. Cofać czasem się trzeba. Gorzej jak cofasz się, a końca tego cofania nie widać. Jeszcze parę tygodni i w jajeczko w macicy matki się zamienisz.
Przeczytałam ostatnio na blogu kobiety, co jeszcze przed czasami UE wyjechała do wymarzonego Rzymu. A w tym Rzymie wylądowała na jego gównianych obrzeżach, gdzie diabeł mówi dobranoc. Od 10 lat jest sprzątaczką i zmienić tego nie może, bo na obrzeżach Rzymu i nijak się stamtąd wydostać. Przekonuje, że praca sprzątaczki jest spoko szczególnie jak na tych obrzeżach. Inaczej tylko kraść, mordować i plądrować. 
Mój mąż zdolny stolarz i gitarzysta od 4 miesięcy jest fileciarzem. Cofnął się, bo musiał. Jakieś kilka miesięcy temu nasza firma robiła zlecenie dla wrednej, angielskiej oszustki i straciliśmy płynność finansową. Kasa niewielka jak na angielskie warunki, dla nas wystarczająco duża, by tą płynność stracić. By ją odzyskać mąż zdecydował, że do fileciarni pójdzie, aż nam się znów upłynni, a potem do zawodu wróci. Na dniach kończy tę robotę, dogrywa kontrakty, dogaduje szczegóły. Wraca na dobrą drogę. Mógł oczywiście inaczej. Przez dziesięć lat jak inni Polacy czy "Ruskie" siedzieć w fileciarni i opowiadać znajomym, że teraz to w UK trudno. To już nie te czasy co kiedyś, gdy każdy dostawał co chciał i wszystko mógł. Oczywiście, że może karmić siebie i wszystkich tymi banialukami, lecz po co?  Ta droga wsteczna była nam bardzo potrzebna, ale pozostanie tam na wiele miesięcy czy lat uwsteczniłoby wszystko, mojego męża szczególnie. Im dłużej, tym gorzej. Skoro siedzisz przez 10 lat w fileciarni lub na kasie to siedź se dalej. Nic nie zrobiłeś przez te dziesięć lat, bo brak ci ambicji. Tak, tak. Wiem- obrzeża. 
20 metrów od nas jest sklep. W najgorszym miejscu na świecie. Nie ma parkingu, na zakręcie, a na chodniku barierka, która zasłania sklep. Prowadzą go 3 bracia- Hindusi. W trójkę żyją z tego sklepu i to bardzo dobrze, a ledwo gadają po angielsku. Powodzi im się dobrze, widuję ich codziennie. Na tym naszym zadupiu są 4 sklepy polskie, właścicielom się powodzi, żyją dostatnie. Są polskie salony fryzjerskie i kosmetyczki. Są księgowe, tłumacze. Ale na ilość Polonii w Torquay to zaledwie garstka. Kumam, że mogli se narzekać, że w PL ZUSy i US do dupy, ale tu narzekać się nie da. Jak założysz firmę i nie zarobisz to państwo ci kasę na życie da, bo w UK każdy żyć na jednym poziomie ma. Znaczy kto mądry może bogato, państwo nie zabierze, ale nikt tu bezdomny i głodujący być nie może. Koniec, kropka. Rozmawiam z Polakami, a oni, ze słabo język, że się nie znają, że to trudne, ze lepiej być 10 lat fileciarzem. OK, ich wybór. Jak ktoś kasy w Polsce zarabiać nie umiał, to nigdzie indziej jej nie zarobi, bo to umiejętność, a nie fart. 
Od początku wiedzieliśmy, że ta fileciarnia to stan przejściowy, a za niedługo znów powrót na dobrą drogę.

W UK bogatym nie jest wstyd i gadać też o tym głośno można. Tutaj bieda to patologia i to jest słuszne. Nasz landlor- Denis- 40 lat temu był księgowym. Dobrze zarabiał, ale chciał więcej, zrezygnował z dobrze płatnej posady księgowego i założył firmę budowlaną. Kiedy do nas wpada umorusany, w kombinezonie, ni cholery nie widać po nim, że jest riczimen. Mieszka w domu z 25 pokojami. Piękne rancho, widziałam. Lata sobie swoim helikopterem, w garażu ma 5 sportowych aut- maż wie jakich, chyba drogie i pożądane przez facetów, bo mąż się ślini. Opowiadał, ze przez pierwsze 10 lat nie miał urlopu. Nie żałuje, bo teraz ma takie urlopy, ze większość tylko sobie śni. OK, możesz nie chcieć pracować tak ciężko, by nie mieć przez 10 lat urlopu. Może wystarczą ci urlopy, które masz, a które wykorzystujesz na przeprowadzenie remontu mieszkanka, które w dzisiejszych czasach nazywa się apartamentem. Całe 42 metry kwadratowe powierzchni! Bo i tak na wyjazd cię nie stać. Jedni zapierdalają 10 lat, by móc w końcu żyć jak chcą, a inni pracują 10 lat sprzątając na obrzeżach Rzymu i na forum się tłumaczą czemu nie są wciąż bogaci. Wybór zawsze należy do nas. 
Wychodzę  z założenia, że wolę podjąć jakiekolwiek działanie niż zaniechać. Stanie w miejscu jest gorsze od cofania się. Kiedy ostatnio byliśmy w Paryżu znalazłam 15 pomysłów na biznes. Czarni Afrykańczycy sprzedają Wieże Eiffla, warzywa i owoce na straganach, robią hakune matatę. Zarabiają, a biali narzekają, że zarobić się nie da. NIEDASIĘ!


Ktoś ostatnio mi powiedział: wiesz ja nie chcę tak jak teraz większość, że kredyt i chata w kredycie. Nie chcesz i wynajmujesz za o wiele więcej, niż gdybyś w kredycie ją wziął. Całe szczęście, ze wciąż tak durni ludzie są, bo właściciele nieruchomości mają komu je wynajmować. Zarabiają! A co gorsza, siedzisz u mamusi, bo kredytu nie weźmiesz, chcesz być wolny. Też mi wolność! Jak się kredyt weźmie to trzeba być dorosłym i odpowiedzialnym i go spłacać. A po co? Mamusia synkowi pięćdziesięcioletniemu kieszonkowe na flaszkę da. Ballada o Januszku w lightowym wydaniu.
Tak czy siak te wszystkie dyrdymały, że się nie da w Polsce, w Anglii, w Singapurze i na Marsie zarobić, do mnie nie przemawiają. Wiem co to bieda i jak dziecko przez 3 miesiące je jednego suchara dziennie i wiem co to znaczy wyjechać na wakacje, które innym się tylko śnią. Wiem też, że za każdym razem, to tylko ode mnie zależy, gdzie jestem, z kim i w jakim stanie duchowym, materialnym i uczuciowym. Obrzeża nie mają tu nic do rzeczy.

Z angielskiego zadupia, na którym nie da się zarobić.

Pozdrawiam
Victoria

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka