Inspiracje, motywacje, prezenty!












Randka w Paryżu.


Jest 23:35 czasu londyńskiego. Za 5 godzin wyjeżdżam z mężem na randkę do Paryża. I co? Radość wielka? Ekscytacja? Jużniemogęsiędoczekać? A gdzie tam! Matka Polka się znalazła, którą wyrzuty sumienia zeżerają, że dziecko, synka, syneczka, swojego malutkiego autystyka zostawia na pastwę losu :(
Bo ja czasem nie chcę/nie mogę/nie umiem kochać mądrze. Wiem jak niszcząca i okropna w skutkach jest nadopiekuńczość. Każdego dnia widzę to po moim starszym, już dorosłym synu. Ja wiem, że mi się należy. Wiem, że nie jestem wyrodną matką, tylko dlatego, że raz na 7 lat życia mojego autystyka, biorę sobie urlop. Od niego! Boże! A może jestem wyrodna?
Walizki już w aucie. Hotel zabukowany. Mąż śpi, bo prowadzić auto bezpiecznie przez 8, ha! tak podaje google maps, a pewnie przez 10-12 godzin będzie. A z nim mój syneczek na moim miejscu w łóziu. Pozwoliłam mu, niech śpi. Nigdy tego nie robię. Wycałowałam go i wyściskałam przed snem, jakbym na 100 lat wyjeżdżała. Łzy w oczkach mojego synka- będę za wami tęsknił... I po co to mówił, przecież wiem. A teraz spać nie mogę i cieszyć się wyjazdem nie mogę, bo on tęsknić będzie. Powiedziałam mu, żeby pilnował domu i brata. Starszego brata. Ale, że mama nadopiekuńcza to osiemnastolatek do życia nieprzystosowany. Od cyca odkleić się nie może. Po kąpieli mu czapeczkę na główkę zakładałam. Jak smoczek na podłogę w salonie spadł, choć czystym, to zaraz wyparzałam, bo pleśniawki, bakterie i inne paskudztwa. Tak trzeba. Jak do kina poszłam z pierwszym mężem, jego ojcem, za namową mamy, to co 15 minut z sali kinowej wychodziłam do automatu, by zadzwonić i spytać czy syneczek cały i zdrowy. Wychowałam mamisynka, aż żal mi mojej przyszłej synowej. Schorowany, alergik na wszystko, strachliwy, do lekarza mamusia lub tatuś muszą go umawiać. Jak go dziewczyna rzuciła to depresja taka, ze musiałam do psychiatry z nim iść. Psychiatra opieprzyła i słusznie. Matka daj spokój- mówiła- on musi czasem się sparzyć, czasem doświadczyć, czasem popłakać. Wiem nadopiekuńcza jestem! No i młodszego inaczej wychowuję. Jak smoczek spadł czy bułeczka to pozwalałam jeść z podłogi. Przecież to moja podłoga, przeze mnie sprzątania, nasze bakterie i inne zarazy. Uodpornił się, prawie nie choruje. I jak coś ma zrobić to zachęcam, by sam, a nie jak z tym starszym, ze mamusia za niego zrobi. Do dziś żąda, bym za niego robiła. O to to nie! Wychowuje inaczej, mądrą miłością, by samodzielny był. A w jego przypadku to ważne. Cholernie ważne! Więc choć serce pęka, mamusia twardo trzyma się zasad i reguł. Ale czasem ta moja nadopiekuńczość wygrywa i płakać mi się chce, że go na 4 dni zostawiam. Rachunek za komórkę już teraz wiem, że milion funtów wyniesie. A co tam, to tylko kasa. Mąż będzie musiał zarobić, zapłacić. Chciał mnie do Paryża zabrać, ma głupie pomysły? To niech teraz płaci.

Ze łzami w oczach i z bólem w sercu
Pozdrawiam
Victoria

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka