Inspiracje, motywacje, prezenty!












Co zrobić jak dopada nas zwątpienie?


Są takie chwile kiedy coś robisz i nie ma znaczenia czy jesteś na początku tej drogi, czy w połowie, a może już przy samej mecie, kiedy do głowy wkradają się WĄTPLIWOŚCI. Są one całkowicie naturalne. Tylko głupiec nie ma wątpliwości (Karel Capek). I choć są one naturalne mogą nieźle namieszać w głowie. Bywają nieprzyjemne i stawiają nas w paraliżującej pułapce. Mam swoje bardzo proste sposoby na zwątpienie i chętnie się nimi z Tobą podzielę. 
Czasem jest tak, ze po 3 latach studiów zaczynasz się zastanawiać czy to dobry kierunek,  po tych kolejnych 2 latach, gdy w kieszeni będziesz mieć magisterkę, co z tego będziesz mieć. Zaczynasz pisać blog, piszesz go, masz swoich czytelników i komentatorów, ale masz taki dzień, że nie wiesz właściwie czy jest to, to co chcesz robić, po co to robisz i właściwie dla kogo? Jesteś matką, masz dużo trosk związanych z macierzyństwem, często nieprzespane noce, jesteś zaniedbana i takiej siebie nie lubisz. Zaczynasz się zastanawiać po co ja chciałam mieć dzieci? Długo starałeś się o jakieś stanowisko pracy, a teraz jak już to osiągnąłeś, to masz mnóstwo wątpliwości czy, aby na pewno ,dobrze zrobiłeś? A może rzucić to wszystko w cholerę i uciec gdzieś daleko!?


Wątpliwości biorą się w momencie kiedy rzeczywistość różni się od naszych wyobrażeń.

To bardzo dobrze, że mamy w głowie wyidealizowany świat, bo dzięki temu dążymy, by ten wokół nas takim się stał. To bardzo źle, że nie pamiętamy, że idealny świat, ten który sobie wyobrażamy, nie istnieje. 
Przykład:
Jakiś czas temu studiowałam dwa kierunki: prawo i politologię. Trochę podobne do siebie, ale każdy z nich dawał mi to czego poszukiwałam i czym chciałam się w przyszłości zajmować. Po roku studiowania politologii zaczęłam mieć wątpliwości. Po co ja w ogóle studiuję ten kierunek, co mi to da, po co tak się męczę? Studiowanie dwóch kierunków na uniwersytecie to prawdziwa harówa. Przez te wątpliwości nie miałam ochoty angażować się w studia na 100%, ba nawet na 50%, przez co więcej traciłam na tym niż zyskiwałam. I wtedy usiadłam sobie z notatnikiem i długopisem i zrobiłam najprostszy na świecie, rachunek zysków i strat!
Podzieliłam kartkę na pół, po jednej stronie tabelki napisałam duży + po drugiej duży -. Zajęło mi trochę czasu spisanie wszystkich plusów i minusów studiowania politologii.
Mniej więcej tak to wyglądało. Po takiej analizie, doszłam do wniosku, że więcej ponoszę kosztów studiowania politologii niż zysków. Jednym słowem zgapiając z biznesu, ponoszę straty. To co mnie interesowało w politologii to socjologia i psychologia społeczna. Wiedzę, którą nabyłam w tamtym okresie, wykorzystuję w życiu osobistym, zawodowym i społecznym do dzisiaj. Zrezygnowałam ze studiów na drugim roku, ponieważ to co chciałam wyciągnąć z tych studiów, już wyciągnęłam, a reszta byłaby zwykłą męczarnią, stratą czasu i pieniędzy. Tak samo zrobiłam po 3 lat studiów prawa. Zrezygnowałam ze studiów, a wiedzę którą chciałam zdobyć wykorzystuję przez cały czas w życiu codziennym. Sama pisze pozwy do sądów, pisma przewodnie do urzędów, wiem gdzie i jak szukać w aktach prawnych, by znaleźć to czego potrzebuję. Umiem konstruować wszelkie umowy, zakładać i likwidować spółki, fundacje, działalność gospodarczą, umiem sama prowadzić swoją księgowość, itd. Te studia nie były stratą czasu i pieniędzy tylko dlatego, że wiedziałam kiedy powiedzieć STOP. Wiedzę, którą nabyłam, która mnie interesowała i była mi potrzebna wykorzystują cały czas. Wiem, że nie pracowałabym ani jako prawnik ani jako politolog. Gdybym dokończyła studia, byłaby to ogromna strata czasu i pieniędzy. Bilans byłby na MINUSIE.
Przykład 2:
Jestem matką i zawsze chciałam mieć dzieci. Najlepiej 10. Mam dwóch synów, jeden jest niepełnosprawny. O jego niepełnosprawności przeczytasz w poście Moda na autyzm?
Kiedy jako nastolatka myślałam o tym, ile to ja będę mieć dzieci i jak to wspaniale być matką licznej gromadki, w moich wyobrażeniach nie było niepełnosprawności, problemów z kasą czy pyskatych nastolatków. Była duża, szczęśliwa rodzina, mieszkająca w pięknym domu, w centrum miasta. Każdy był uśmiechnięty, a moje macierzyństwo to czysta sielanka. Kiedy urodził się pierwszy syn, a potem drugi. Przeszłam dwa rozwody, byłam samotną matką, a nawet przez chwilę bezdomną. Kiedy rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo w prawdziwy świecie zdarza się niepełnosprawność, są choroby, nieprzewidziane wydatki, rozstania, a każdy członek rodziny bywa sfochowany i egoistyczny, wpadłam w tak ogromne zwątpienie, że walczyłam z załamaniem nerwowym. Wychowywanie i opieka dzieckiem niepełnosprawnym jest wyczerpującym zadaniem. I nie dlatego, że jego niepełnosprawność tak wyczerpuje, ale to jak świat (ludzie) odbierają tą niepełnosprawność. Brak empatii, zrozumienia i pomocy może wykończyć.
Zrobiłam znów listę plusów i minusów. Ale tym razem nie jako rachunek zysków i strat.  I choć mogłabym go zrobić, a w  sytuacji większej ilości minusów, oddać dziecko do adopcji czy porzucić w lesie, to w moim przypadku taka opcja nie wchodziła w rachubę. Po zrobieniu jej skupiłam się na plusach bycia matką niepełnosprawnego dziecka, a minusy potraktowałam jako wskazówka do dokonania pewnych zmian. Bo, jeśli minusem jest to, że mam za mało czasu na inne obowiązki, nie mówiąc już o przyjemnościach, to mogłam zrobić reorganizację, by starczyło w ciągu doby czasu na większość rzeczy które muszę i chcę zrobić. Mogę również oddelegować pewne obowiązki innym członkom rodziny. Tak też zrobiłam. Część obowiązków oddelegowałam, zrobiłam reorganizację oraz wyeliminowałam z życia połykacze czasu: bezwartościowe seriale, portale plotkarskie, itd. Takim bardzo dużym minusem w tej sytuacji, była ignorancja i niewiedza otoczenia na temat autyzmu. W związku z tym bardziej zaangażowałam się w szerzenie informacji na temat autyzmu, bronienia praw dzieci z autyzmem oraz ich rodzin. Otwarcie opowiadam o autyzmie i niepełnosprawności Oliviera. Choć wiem, że niektórzy rodzice wstydzą się niepełnosprawności swoich dzieci. O tym napisze  w oddzielnym poście, bo temat wart jest poruszenia. O dziwo na mojej liście znalazło się więcej plusów. O nich też napiszę w oddzielnym poście Czego można nauczyć się od autystyka?
Przykład 3:
7 miesięcy temu przeprowadziłam się do UK. W Polsce prowadziliśmy firmę z mężem, ale system podatków i obowiązkowych ubezpieczeń przerasta większość przedsiębiorców, dlatego wybraliśmy bardziej przyjazny kraj dla naszych przedsięwzięć. Tutaj też inaczej jest traktowana niepełnosprawność a pomoc jest dostosowana do faktycznych potrzeb osoby niepełnosprawnej, a nie opiera się wyłącznie na kasie i to marnej. Niemniej jednak zmiana kraju zamieszkania, języka, kultury, zwyczajów to ogromny skok w nieznane. I choćbyś nie wiem jak sobie wszystko wyobrażał, nie wiem ile naczytał się blogów emigrantów, dobrych porad i wskazówek, to i tak sam dopiero przekonasz się, jak na takie zmiany reagujesz.  Ja przeszłam załamanie nerwowe. Prowadzimy tutaj legalną firmę, mąż dodatkowo pracuje. Płacimy ubezpieczenie, podatki, jesteśmy legalnymi rezydentami UK, ale agresywna polityka Anglii wobec nowo napływowych emigrantów jest bardzo odczuwalna. Kłody są rzucane na każdym kroku. Tym razem też zrobiłam rachunek zysków i strat. W Polsce mam dom i stworzyłam sobie wokół bezpieczny, znany mi i lubiany przeze mnie świat. Tutaj sprawy mają się inaczej. Dopiero ten świat wokół siebie tworzę, a nie jest łatwo biorąc pod uwagę tak ogromną zmianę. Mimo tęsknoty za poczuciem bezpieczeństwa, które gwarantował mi mój dom, plusów jest zdecydowanie więcej. Nad minusami mogę pracować. Nie wszystkie da się wyeliminować, ale wiele z nich można po zastosowaniu pewnych ulepszaczy wykreślić z życia. Początki zawsze są trudne, szczególnie te nieznane. 
Zasada zatem jest prosta: robisz rachunek zysków i strat, wypisujesz plusy i minusy. Jeśli sytuacja dotyczy taki spraw jak studia, praca, miejsce zamieszkania, to decydujesz na podstawie zysków lub strat. Jeżeli więcej jest minusów: studia można przerwać, zmienić kierunek studiów, poszukać innej pracy lub otworzyć działalność gospodarczą, można się przeprowadzić itd. Jeśli więcej jest minusów w sytuacjach dotyczących relacji czy takich ról życiowych jak rodzic, dziecko, przyjaciel itd. można skupić się na plusach, wyeliminować część minusów, a czasem trzeba uwolnić się od toksycznej relacji. Zmiany są trudne, podejmowanie decyzji nie jest łatwe, tym bardziej, ze nie ma się gwarancji na 100% sukces. Większym jednak błędem według mnie jest tkwienie w sytuacji, miejscu czy z osobami, które powodują dla nas większe straty niż zyski. Czasem, aż trudno znaleźć plusy. Wtedy decyzja, choć trudna, powinna być jednoznaczna. 
Żródło
Jeżeli prowadziłbyś sklep i przez 3 lata przynosiłby ci straty finansowe, nielogiczne byłoby nadal go prowadzić czekając na cud. Albo się przebranżawiasz, albo zmieniasz sposób sprzedaży, albo zamykasz sklep. Za każdym razem dokonujesz jakiś zmian zgodnie z rachunkiem zysków i strat. 
Pamiętaj, że zwątpienie pojawia się wtedy, gdy rzeczywistość różni się od wyobrażeń. Ważne jest, żeby umieć też korygować wyobrażenia. Jeżeli będziesz żyć z wyobrażeniem, że twojemu niepełnosprawnemu dziecku nagle odrosną nogi i zacznie biegać, to do końca życia skupisz się wyłącznie na tym, że twoje dziecko nie może biegać.  Przez to, że kiedyś nakarmiłeś się wyobrażeniem doskonale sprawnego dziecka teraz skupiając się na minusach robisz sobie i dziecku krzywdę.
Skup się na plusach, eliminuj minusy, koryguj wyobrażenia, zakończaj nierentowne sprawy.

Pozdrawiam
Victoria


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka