Inspiracje, motywacje, prezenty!












10 rzeczy, które wkurzają mnie w Anglikach.


Anglicy to dziwny naród, myślę, że nie tylko dla Polaków są dziwakami, ale dla samych siebie czasem także. Przy pisaniu tego posta posłużę się generalizacją, której nie znoszę, ale tak już mamy, gdy opisujemy cechy jakiegoś tam narodu. Polacy to złodzieje i pijacy, Anglicy to lenie i pozoranci :P

1. All right?


 Stałe pytanie każdego Anglika bez względu na wiek, płeć czy status społeczny. Nie chodzi o narzekactwo, by stale gadać, że wszystko jest do dupy, nawet wtedy, gdy nie jest. Przegięcie w każdą stronę jest złe. Nie można być cały czas nieszczęśliwym i nie zawsze wszystko jest w porządku. Nie samo pytanie jest wkurzające, ale fakt, że Anglikowi nie można w żaden inny sposób odpowiedzieć jak tylko: All right. Wyobraź sobie jak przechodzi obok Ciebie Anglik i zadaje te swoje słynne pytanie: orajt? Ty idziesz sobie ulicą, wracasz od weterynarza, powstrzymujesz płacz, bo mimo wszelkich starań Twojego ukochanego zwierzaka nie dało się uratować. Wczoraj rozstałaś/eś się z ukochaną osobą po wieloletnim związku, szef Cię opieprzył z byle powodu i ktoś Ci ukradł portfel z całą zawartością. Dlatego zgodnie z tym co czujesz i jak się czujesz, odpowiadasz: nie jest orajt. I szok!!!!!! Are you don't happy? Nie, nie jestem szczęśliwy, dzisiaj nie jestem szczęśliwy i już! Anglikowi nie wypada odpowiedzieć, że nie jest w porządku. To tak jakby nie wypadało być człowiekiem! Jeśli pytasz kogoś jak się czuje, czy wszystko w porządku, to spodziewaj się prawdziwej odpowiedzi.

Anglikowi nie wypada odpowiedzieć, że nie jest w porządku. Tak jakby nie wypadało być człowiekiem!

2. Agresja wobec emigrantów, rasizm, dyskryminacja.


Choć Anglia wszem i wobec trąbi o tolerancji, zakazie dyskryminacji, o tępieniu rasizmu, nazizmu i innych równie be rzeczy, to jest najbardziej nietolerancyjnym i agresywnym narodem wobec innych nacji, emigrantów i wszystkich tych pipolów, którzy nie urodzili się na terenie UK z angielskim nazwiskiem. Rozumiem, że mają prawo i obowiązek być dumni. Mają swoja królową, władza dba o obywateli, jest im tu dobrze na tej ich wyspie, ale są częścią UE i Europy jako takiej i tolerancja, antyrasizm oraz antydiskryminacja powinna być nie sloganem wyborczym czy reklamowym UK, tylko zasadami wpisanymi w życie. Żeby nie było, że to tylko domysły to podam kilka przykładów ze swojego życia (uwielbiam takie eksperymenty). Wysłałam swoje CV z polskimi danymi osobowymi (imię i nazwisko). Otrzymałam odpowiedź, że kogoś już mają. Na to samo stanowisko, do tego samego pracodawcy wysłałam CV z angielskimi danymi (Victoria Winter) otrzymałam zaproszenie na rozmowę, olałam. Pojechałam wczoraj na komisję w sprawie mojej niepełnosprawności. Z powodu braku miejsc postojowych spóźniłam się 10 minut i nie zostałam przyjęta. Gdy wychodziłam para angielskich pipolów przyjechała spóźniona na komisję, zostali przyjęci. W UK bardzo często polskie dowody osobiste nie są uznawane, a na angielskich sklepach widnieją napisy, że Polaków, Słowaków, Litwinów nie obsługują. Wiem, że nie jestem odosobnioną w tych obserwacjach i nie tyczy się to tylko Polaków, mamy wielu znajomych Bułgarów, Litwinów, Słowaków- dla Anglików wszyscy jesteśmy Ruskimi. Niedawno w sklepie, chciałam przepuścić niepełnosprawna Angielkę, która ledwo stała podpierając się na dwóch kulach, kolejka była mega długa. Dla mnie był to przejaw ludzkiej empatii i przyzwoitości, dla Anglików jest to przejaw dyskryminacji. Tak pojętej dyskryminacji nie rozumiem. Kto mieczem wojuje od miecza ginie: obecnie gdy załatwiam jakąś sprawę w angielskim urzędzie i jest nie po mojej myśli, wystosowuję list z oskarżeniami o dyskryminację. Zawsze skutkuje!

Niedawno w sklepie, chciałam przepuścić niepełnosprawna Angielkę, która ledwo stała podpierając się na dwóch kulach, kolejka była mega długa. Dla mnie był to przejaw ludzkiej empatii i przyzwoitości, dla Anglików jest to przejaw dyskryminacji!

3. Smile :) 4. Wyuczona, sztuczna grzeczność


Jestem z tych nielicznych polskich pipolów co śmieją się często, odważnie, szczerze i czasem zarażają śmiechem innych. Tak było zaledwie 2 dni temu w Lidlu, gdzie był polski tydzień. Pojechaliśmy tylko dlatego, że bardzo byłam ciekawa jak Anglicy postrzegają Polaków i z czego według nich słyniemy (chodzi oczywiście o jedzenie). Gdy zobaczyłam kilka artykułów nijak mających się do polskiego dobrego jedzenia, zaczęłam się tak głośno i szczerze śmiać, że starszy, angielski pan zatrzymał się obok mnie i po kilku sekundach zaczął śmiać się ze mną. Śmiech jest świetny, a uśmiech to to, na co faceci pierwsze zwracają uwagę patrząc na kobietę. Pisałam o tym w jednym z postów, oczywiście istnieją badania, które to potwierdzają. Chodzi o ten ich smile jednosekundowy, sztuczny, teatralny i mega wyuczony. Nie ma on nic wspólnego z jakąś radością, życzliwością czy uprzejmością. Jest, bo tak każe królowa :P Chodząc po ulicach czy w sklepie czasem trudno przejść obok Anglika, bo to naród spasiony. Bywa tak, ze w sklepie jak jakaś Angielka schyla się po coś z dolnej półki to całą sobą zasłania przejście. Możesz kilkadziesiąt razy powiedzieć: sorry! excuse me! (Anglicy stosują to zamiennie w takich sytuacjach), a i tak olewka. Nie, że nie słyszy, po prostu ma to gdzieś. Kiedy skończy zasłaniać sobą przejście, odwraca się do ciebie i pstryk, uśmiech "sorry", pstryk, uśmiech gaśnie. Uwielbiam to parodiować, kiedyś nagram filmik. Anglicy często mówią przepraszam, że im przykro itd., ale nijak ma się to do prawdziwych uczuć, empatii, zrozumienia, współczucia czy skruchy. Zgodnie z zasadą "mam cię gdzieś, ale wypada powiedzieć sorry". Dla mnie intencje wciąż są najważniejsze i nigdy się to nie zmieni. 

Anglicy często mówią przepraszam, że im przykro itd., ale nijak ma się to do prawdziwych uczuć, empatii, zrozumienia, współczucia czy skruchy

5. Rzucanie śmieci, gdzie popadnie.


To, że w Torquay jest czysto to fakt. W przeciwieństwie do bardzo brudnego Bristolu, tu jest wręcz sterylnie. Torquay należny do angielskiego trójmiasta i jest częścią angielskiej riwiery. Anglicy uwielbiają tą część swojego kraju i szczycą się nią jak Francuzi Lazurowym Wybrzeżem. W związku z funkcją angielskiej wizytówki w Torquay kilkadziesiąt osób całe dnie chodzi i zbiera śmieci. Pamiętam jak w Portsmouth dostałam na wpół zjedzonym hamburgerem, bo gość rzucił go za siebie nie oglądając się. Nigdy nie wiesz kiedy dostaniesz jakimś żarciem czy chusteczką pełną angielskich gili. W przeciwieństwie do Polaków, Anglicy sprzątają po swoich psach i psia kupa na chodniku czy trawniku to tutaj rzadkość.

6. Pitbule, Amstafy i inne psy bez smyczy i kagańca.


Lubię psy, choć wolę koty. Nic nie mam do tego, żeby pies się wyhasał, ale niech robi to w jakimś ogrodzonym, prywatnym miejscu. W UK Pitbul czy Amstaf to objaw bycie bogatym, cool, przejaw snobizmu. Ludzie mają tu po kilka psów takich ras i idąc z nimi na spacery puszczają je całkiem wolno i bez kagańców. Mojemu autystykowi, gdy wyciągnął rękę w bok Amstaf zawisł na ręce mocno go raniąc, a mnie poturbował jakiś ogromny pies, nie wiem co to za rasa, ale wywrócił mnie tak, że upadłam jak długa na plecy w błoto i kamienie. Bolało! W obu przypadkach byliśmy daleko od tych psów, bawiliśmy się razem, a psy uznały, że chcą się do zabawy dołączyć. Nie były to przejawy agresji, ale z tej ich zabawy wyszło cierpienie. I co było dalej jak to się wydarzyło: pstryk, smile, sorry, pstryk, brak smile. Moją mamę aż sparaliżowało, gdy przechodziła przez park, a z oddali w jej stronę ruszył Amstaf, koleś grzebał w telefonie i nie zwrócił na to uwagi, a pies dobiegł do wystraszonej mamy i skoczył na nią. Nie każdy musi lubić i chcieć takich objawów psiej miłości. 

7. Śmieciowe umowy i polityka płacowa.


Mało kto o tym wie, że w UK są tzw. zero hours contarct. Jest to umowa najczęściej stosowana przez amerykańskie firmy: McDonalds, KFC itd. Polega ona na tym, że podpisujesz wyłączność na siebie jako pracownika, ale nie masz zagwarantowanych żadnych godzin pracy. Nie możesz podjąć pracy u kogoś innego, ale twój pracodawca nie gwarantuje ci, że przez miesiąc przepracujesz choćby jedną godzinę. Nie masz płaconych żadnych składek i masz marne szanse na urlop, bo jest on liczony jak w PL i jeśli nie przepracujesz w miesiącu minimalnej ilości godzin nic ci się nie należy. I tak możesz być zatrudniony i nie zarobić ani funta nie mówiąc już o urlopie. Minimalna płaca za godzinę uzależniona jest od twojego wieku. Między 16 a 18 rokiem życia zarabiasz 4 funty z groszem brutto, między 18 a 21 rokiem życia zarabiasz 5 funtów z groszem brutto. Mój syn pracuje w McDonalds, ma umowę zero godzin i zarabia 3,5 funta netto na godzinę. W UK rząd uznał, że 18 latek to nie dorosły i ma mniejsze potrzeby finansowe, dlatego za taką samą pracę jaką wykonuje 22latek może zarabiać mniej. 

8. Silikon na wszystko.

Silikonem łata się w UK wszelkie dziury i pęknięcia. Stosuje zamiast fug, a także zamiast blend. Tym sposobem wszystko upaćkane jest silikonem, który mega szybko się brudzi i łatwo odkleja. Jakiś czas temu, mój mąż wymieniał silikon wokół okien pewnej starszej Angielce.    

9. Okna otwierane na zewnątrz.

I weź tu je teraz umyj. Jaka w tym logika? Nie wnikam, Anglia to nie kraj to stan umysłu.

10. Lenistwo.


Anglikom nie chce się gotować, więc jedzą w barach lub żarcie z mikrofal. Nie chce się skrobać szyb ze szronu, więc je pryskają przez jakieś 40 minut czymś tam. Nie chce się uczyć, więc przerywają edukację w wieku 16 lat, bo później już nie ma obowiązku. W college w którym uczył się mój syn, większość uczniów to emigranci. Nie chce się im chodzić, więc mimo, że całkowicie sprawni jeżdżą wózkami (takimi kładami na 4 kółkach dla niepełnosprawnych) gdzie tylko popadnie. Nie chce im się dbać o siebie, domy i samochody, więc mają syf, chodzą niechlujnie ubrani, a w oknach zamiast zasłon bywają kartony. Wcale nie są to mety, w których mieszka patologia. Samochody malowane farbą olejną za pomocą pędzla to już angielska legenda.



Poza tym lubię Anglię, jest tu wiele rozwiązań, których brakuje w Polsce i duże możliwości. Jeśli ktoś mądry oleje co wkurzające i wykorzysta, co dobre, by było mu tu dobrze :)

Pozdrawiam
Victoria



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka