Inspiracje, motywacje, prezenty!












Czym się różni szkoła angielska od polskiej?


I jak tu nie używać generalizowania? Jednak się nie da. Różnią się wszystkim! Począwszy od budynków, wyposażenia, przez wiek dziecka rozpoczynającego edukację po metody nauczania.

Nie będę opisywać tu oczywistych oczywistości, że w Anglii dzieci pierwszy raz idą do szkoły w wieku pięciu lat. I nie jest to dla nich żadna trauma. Codziennie widzę szkraby, które ledwo odrosły od ziemi, a już w mundurkach zasuwają do szkoły. Nie spotkałam ani razu sceny przedstawiającej rozhisteryzowanego dziecka, którego nie można oderwać od nogi matki. Uśmiech, radość i żadnych plecaków przygniatających ciężarem do chodnika. 
Mój autystyk chodzi do normalnej, powszechnej szkoły, odpowiednika polskiej podstawówki. Budynek parterowy, ogrodzony, nikt niepowołany (pedofil, złodziej) nie wejdzie na teren szkoły. A teren szkoły to budynek, place zabaw, boisko, miejsce, w którym dzieci sadzą warzywa i owoce, a także uczą się robić kompost.

Tymczasem w Polsce, do budynku szkolnego wejść nie można, ale na teren przynależący do szkoły już każdy zboczeniec wejść może.
W Anglii jak w Polsce jest rejonizacja, ale można ubiegać się o miejsce w dowolnej szkole. Nasz syn nie chodzi do najbliższej szkoły. Wnioskuje się nie bezpośrednio do szkół, ale urzędu, wskazując trzy szkoły, które nas najbardziej interesują. To urząd kontaktuje się ze szkołami i szuka miejsca dla twojego dziecka. Na bieżąco informuje o postępach. Otrzymaliśmy informację i zaproszenie do szkoły na spotkanie z panią dyrektor. Jako, że nasz syn ma autyzm, pani dyrektor chciała się od nas dowiedzieć... i tu uwaga! Nie tego czy nasze dziecko sobie w szkole poradzi i czy oni sobie z nim poradzą, ale jakiej pomocy wymaga nasz syn, by mógł dobrze funkcjonować w szkole. Taką też pomoc dla niego pani dyrektor i zespół zorganizowali. A były to karty z obrazkami, przedstawiające czym w danym momencie uczniowie się zajmują. Np.: książka- czytanie, zeszyt z długopisem- pisanie, jedzenie- przerwa na lunch. Takich kart w szkole używają nauczyciele do każdego dziecka, które nie zna angielskiego. 
Szkolne klasy nie przypominają klas w polskich szkołach. Te polskie przypominają raczej ubogie cele. W szkole naszego synka wszystkie sale, cały budynek poza salą do gimnastyki, tańca i muzyki są wyposażone w miękkie wykładziny i dywany. Dzieci jak w przedszkolu podczas większości zajęć siedzą w kręgu na podłodze. Siadają do ławek, które są zupełnie inaczej poustawiane niż w polskich szkołach, tylko, gdy mają coś zapisać. Ich zajęcia są zintegrowane czyli nie ma podziału na lekcje: angielski, matematyka, muzyka, plastyka, itd. 
Żeby to zobrazować opiszę ostatni tydzień ze szkolnego życia mojego synka.
Cały tydzień był poświęcony Chinom, od starożytności po współczesność. Przez ten tydzień dzieci wykonywały z papieru smoki, akompaniowały instrumentami do chińskiej muzyki ludowej, oglądały film o chińskiej kulturze, zwyczajach, języku i kraju. Poznały dwa zwroty po chińsku: dziękuję i dzień dobry, a dziś tj. w piątek, były w chińskiej restauracji. Wszystkie zajęcia miały na celu zapoznanie dzieci z tematem Chin. Poznawały Chiny wszystkimi zmysłami, bez zakuwania. W sposób interesujący, zintegrowany i przyjemny. Nabyły ogromną, trudną wiedzę (możesz się sam przekonać, jak bardzo, czytając choćby jeden artykuł o jakiejkolwiek chińskiej dynastii), oglądając, słuchając, dyskutując, grając, tworząc, a nawet smakując. 
Prace domowe. Polegają na wspólnym czytaniu książek, które dziecko samo sobie wybierze. Każde dziecko posiada dodatkową, niebieską książkę, do której sam jeśli potrafi lub rodzic wpisuje: datę, tytuł książki oraz co najważniejsze, czy książka podobała się dziecku, co w niej go zainteresowało, jakie słowo lub słowa sprawiały mu trudność w rozumieniu i czytaniu, jaka postać była dla niego fajna, jaka nie, jak a mdła czyli w ogóle go nie zainteresowała. Rodzic z dzieckiem ma porozmawiać o książce, wpisać w niebieską książkę informacje, które pozwolą nauczycielowi dowiedzieć się o mocnych i słabych stronach dziecka. 

Mocne będą wzmacniane, a słabe jeśli do życia nie są niezbędne, olane. Jeśli jednak deficyt jest w zakresie tego bez czego nie da się żyć, to w jego obrębie będzie skupiona praca. Indywidualne podejście do każdego ucznia. Wydobywanie talentów i wzmacnianie ich, wszechstronny rozwój, kreatywność i zabawa. Angielskie szkoły mają w sposobie nauczania dużo z terapii behawioralnej. Jako behawiorysta jestem zachwycona. To dzięki terapii behawioralnej mój autystyk przestał walić głową w ścianę i krzyczeć nieartykułowane dźwięki, a zaczął przytulać się i mówić. 
Szkoła komunikuje się z rodzicami za pomocą smsów. Dostajemy je średnio 3 każdego dnia. Znajdują się w nich informacje o ważnych wydarzeniach, przypomnienia, a także smsy takie jak ostatnio dostaliśmy z info, że twój syn był najlepszy dziś z zadań matematycznych! Brawo dla niego i dla was. Za 100% frekwencje dzieci dostają dyplomy, za bycie najlepszym biegaczem w zabawie w berka dostają nagrodę, najlepszy uczeń tygodnia i miesiąca otrzymuje dyplom. Dzieciaki są mega dumne z tych dyplomów. W ten sposób wzmacnia się ich pozytywne zachowania. Inne dzieci szczerze cieszą się i gratulują temu, kto jest w danym momencie w czymś najlepszym. Nie są uczone niezdrowej rywalizacji czy przerostu ambicji, przez zaciśnięte zęby, po trupach muszę być w tym dniu/ tygodniu/ miesiącu najlepszy. Jest tyle dziedzin i sytuacji, że każdy z nich w czymś jest kiedyś najlepszy. Dzieci są uczone tego, że pomaganie jest fajne, że otrzymywanie pomocy jest fajne ( nie jesteś ofiarą, której trzeba pomóc). Że fajna jest wdzięczność, bo docenienie i dziękowanie za otrzymaną pomoc sprawia radość, a radość jest fajna. Dzieci same od siebie, jedne drugimi się opiekują. Zachowanie jest oceniane każdego dnia. Dzieci mają tablicę z 3 kołami w kolorach: zielonym, pomarańczowy i czerwonym. Kiedy zachowanie dziecka jest dobre jego imię trafia na zielone koło, takie sobie, na pomarańczowe, a złe na czerwone. Ale jeśli dziecko poprawi swoje zachowanie, przeprosi, poprawi się to jest to błyskawicznie doceniane i imię frunie na zielone koło. Dużo informacji zwrotnych i wzmacniania pozytywnych zachowań.
Kiedy dziecko skaleczy się, upadnie, uderzy, nawet, gdy nie niesie to żadnych przykrych dla zdrowia czy samopoczucia konsekwencji, rodzic o takim zdarzeniu zawsze jest informowany. Gdy wypadek był drobny i nie groźny to rodzic otrzymuje pisemny raport z datą i informacją co i jak się wydarzyło. Jeśli wypadek był groźny i może zagrażać zdrowiu lub życiu, oprócz raportu, otrzymuje natychmiast telefon z informacją o zdarzeniu i odbiera dziecko ze szkoły. O ile oczywiście nie ma potrzeby wzywania karetki. Takie raporty są potrzebne w szpitalu, by lekarz dokładnie wiedział co i kiedy się wydarzyło. By rodzic wiedział co się stało jemu dziecku i na co zwracać uwagę obserwując je po wypadku. A także, by rodzic był chroniony, że te siniaki, guzy i rozbita głowa to nie wynik jego sadystycznych zapędów, tylko efekt brykania dziecka w szkole. A dziecko ma prawo w angielskiej szkole brykać i nie słyszy komend: nie biegaj, nie krzycz, nie siadaj na podłodze, nie rzucaj, przestań być dzieckiem! 
Panuje takie niesłuszne przekonanie, że w Anglii dzieciom wolno wszystko. Otóż nie! Im wolno być po prostu dziećmi.
Szkoła naszego syna jest chrześcijańska, jak większość w Anglii. Chodzą do niej dzieci różnych narodowości i wyznań. Nie ma w niej lekcji religii, modlitw i rozmów o Bogu. Raz odbyło się przedstawienie w kościele, a kościół posłużył jako sala, w której wszyscy uczniowie i rodzice wszystkich roczników się pomieszczą. Był to piękny spektakl o wodzie, która daje życie. Przedstawienie było poświęcone oszczędzaniu i ochronie wody.
Różnice są ogromne i jest ich tak dużo, że nie sposób wymienić i opisać wszystkich w jednym poście. Mój starszy syn chodził do collegu i też jest mnóstwo różnic na plus. Wszystkie jednak sprowadzają się do tego samego: uczyć przyjemnie, łatwo, przy użyciu wszystkich zmysłów, rzeczy potrzebnych w życiu z wykorzystaniem indywidualnych mocnych stron każdego ucznia. Wzmacnianie pozytywnych zachowań, a nie skupianie się na słabych.
Takiego podejścia do nauczania życzę polskiemu systemowi oświaty. Póki co, sama będę krzyczeć NIE dla pięciolatka w polskiej szkole.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

To miłe, że Ci się chciało. Jestem wdzięczna za każdą opinię, również tą negatywną, o ile nie tryska jadem.

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka